Zaloguj się
Zarejestruj się
Odwiedź nas na Facebook

Opowiadania

Mothership - krótka historia autorstwa Briana T. Kindregana

Data publikacji : dn.20 stycznia 2010

Umysł Jurasa wędrował płynąc poprzez głębie ogromu wspomnień. Słyszał psioniczne wrzaski, zobaczył błysk światła. Kalathi zebrali się o świcie w dwie wielkie armie, niszczące się wzajemnie. Badacze Protossów oglądali młody gatunek z ukrycia, chronieni przez tarcze.

Juras usłyszał swój własny głos mówiąc znamienne słowa, „Egzekutorze, musimy ich powstrzymać. Oni są niczym dzieci, użyjmy naszej broni by zmusić ich do uległości. Nie możemy tak stać i pozwolić im pozabijać się wzajemnie.
Juras wzdrygnął się. Nie chciał o tym pamiętać.

Szedł poprzez zniszczone miasto. Kamienne płytki leżały krzywo, a na nich walały się porozrzucane wszędzie ciała kalathi. Rozłupane kości wystające pod różnymi, dziwnymi kątami. Zwisające, poszarpane ciała oraz krew sącząca się z młodych i starych, z kobiet i dzieci. Wszyscy nie żyli. Egezkutor w istocie użył potężnej broni jako straszaka, ale kalathi nie zrezygnowali, rzucając się na badaczy Protossów. Krwiopuszcze kalathi zaatakowali ich tarcze, wykrzykując swą rządzę krwi. Otoczeni protossi użyli swej potężnej broni, wobec przewagi liczebnej wroga. Był to punkt zapalny. Kalathi, od tego momentu, atakowali protossów przy każdej nadarzającej się okazji. Wybuchła regularna wojna przy której wykorzystano Kolosy . Na końcu tego wszystkiego, setki tysięcy kalathi było martwych.

Później Juras samotnie przechadzał się po wielkim mieście kalathi, pozwalając aby obrazy śmierci, zbyt wcześnie zakończonych istnień, wypalały się w jego umyśle. Nigdy nie zapomni tego, że protossi użyli przerażającej broni przeciwko innemu inteligentnemu gatunkowi.

Broni, zaprojektowanej przez jego samego.

Został wyrwany ze swej zadumy przez uporczywe piszczenie. Moratun podłączył się do systemu nakierowywania kursu i wykrył placówkę protossów. Wciąż znajdował się w pewnej odległości od Aiur i zdało mu się dobrym pomysłem aby wcielić kilku rodaków do służby na jego statku. Mógł pilotować wykonując proste zadania, jednak przy czymś większym potrzebował już załogi.

Juras przełączył na ręczne sterowanie statkiem by wprowadzić go do atmosfery planety Samiku. Znajdował się w stazie bardzo długo, czy dzisiejsi protossi będą bardzo odmienieni?

Martul skoczyła w powietrze. Dosięgły jej kolce – to hydralisk. Odwróciła się, zakończenia nerwowe napięły się, uniosła swe ostrza zadając cios prosto w podbrzusze hydraliska. Niebieskie pasmo przeszyło ciało, uwalniając eksplozje fioletowej posoki. Wylądowała na kolanie kuląc się przed nadlatującymi z obu stron kolcami by potoczyć się w kierunku kolejnej bestii. Wszędzie wokół, jej Zealoci nacierali nieprzejednanych zergów. Nie mogli utrzymać pozycji.

Matrul oraz jej towarzysze odczuli ostatnio zmianę w Khali, dziwne i kłopotliwe uczucie. Obiecane posiłki z Aiur były opóźnione. Ta kombinacja czynników bardzo ją martwiła. Na Samiku nie było niczego o co warto walczyć i Martul była by niezwykle szczęśliwa mogąc się stąd ewakuować. Ale nie wyglądało na to, aby miało to szybko nastąpić.

Po jej lewej stronie, Xulata znalazł się pod stertą zerglingów, jego ostrza biły i cięły. Zerglingi roiły się odbierając mu życie. Martul wstała, jej ostrza wydłużyły się kiedy dwa zerglingi natarły nabijając się na nie, poczym upadły. Jej tarcze trzeszczały wydzielając wiele mówiące iskry. Wkrótce przegrają.

Poczuła pod stopami wibracje kiedy trzy hydraliski wytrysnęły z ziemi deszczem błota, parę metrów obok. Uniosła ostrza robiąc krok wstecz. Hydraliski mylnie odebrały jej zachowanie jako strach, i natarły na nią z drgającymi żuchwami. Nigdy nie widziały nacierających z dwóch flank Zealotów. Po chwili już leżały martwe w drgawkach. Martul pomknęła do ataku lekko stąpając po koso-podobnych kończynach i przeskoczyła ponad cieknącą paszczą hydraliska. Będąc ponad jego głową zanurzyła w nim swe ostrza, rozpłatując jego czaszkę na pół. Wylądowała z gracją obok wciąż upadającego hydraliska – i runęła. Jej noga miała głęboką do mięśni, długą ranę ciągnącą się z jednej strony. Podniosła się na nogi i ujrzała wylewającą się nad horyzont falę zerglingów.

Padł na nią chłodny cień. Niebo wypełnił ogromny dysk z trzema metalowymi skrzydłami. Niebiesko złota rzecz, otoczona drżącą taflą tarcz. Martul znała każdy rodzaj statku i pojazdu militarnego protossów ale to było coś innego. Było najeżone bronią i sunęło powoli do przodu obracając się przy tym w doskonałej ciszy.


Powrót
Drukuj
Poleć stronę znajomemu



Autor dokumentu : Robert "Xrasnolud" Rojek
Data publikacji : dn.20 stycznia 2010
Data modyfikacji : dn. 21 stycznia 2010
Liczba wyświetleń tekstu: 3692

Komentarz

Brak komentarzy